Strona glówna Informacje Regulamin Uczestnicy Foto galeria Archiwum Ksiega gosci Forum Linki Kontakt Wyloguj28-04-2017
RSS | Mapa serwisu
Nawigacja
Losowa Fotka
Aktualnie online
Gości online: 1

Użytkowników online: 0

Łącznie użytkowników: 414
Najnowszy użytkownik: Tacorius
Ostatnio widziani
Violeta < 5 min
fish 00:48:38
Marian65 05:05:34
Tomasz 05:57:21
biegajaca... 06:28:54
Henryk Jocz 11:02:05
Andrzej 13:55:11
Komendant 16:50:11
Waldic 19:19:34
pawlik 21:50:14
W pobieralni...
GPS - Wycieczka Nr 30/2014 413
GPS - Wycieczka Nr 28/2014 442
GPS - Wycieczka Nr 27/2014 434
GPS - Wycieczka Nr 26/2014 486
GPS - Wycieczka Nr 11/2014 464
GPS - Wycieczka Nr 10/2014 242
Zagłosuj

Rowerowa Topka

Reklama
Pajacyk

Fotografia przyrodnicza - Zbigniew Ostaniewicz

Statystyki reklamowe
Wycieczka Nr 29/2011 - Szlakiem Mennonitów - 23 października 2011
Wycieczki w sezonie 2011Zbiórka: na starówce, przy Piekarczyku, godz. 9.30,

Trasa: Elbląg , Karczowiska Górne, Jezioro, Markusy, Rachowo, Kępniewo, Zwierzno, Zdroje, Zwierzeńskie Pole, Różany, Gronowo Elbląskie, Jegłownik, Wikrowo, Elbląg

Długość trasy: 60 km, Uczestnicy: 47, Punkty: 60


Trasa rowerowa 1306235 - powered by Bikemap 



Relacja

Człowieczy los nie jest bajką, ani snem.
Człowieczy los jest zwyczajnym, szarym dniem.
Człowieczy los niesie trudy, żal i łzy.
Pomimo to można los zmienić w dobry, lub zły.


Czy czternastoletnia dziewczyna nie powinna być wesołym podlotkiem? Czy nie powinnam się cieszyć wszystkim, na co tylko padnie mój wzrok? Dopiero, co minęły święta. Niedługo Nowy Rok. 1883 rok. Wszyscy powinniśmy się weselić, mieć nadzieje, nowe postanowienia. Tak, wszyscy. Niestety nie jesteśmy już wszyscy. Babcia Maria zmarła dwa dni temu. Akurat w czasie, gdy dni takie krótkie, a na dworze pełno śniegu i ziemia twarda. Nie powinna jeszcze. Miała zaledwie 65 lata. Kochałam babcię bardzo mocno. Tylko jej mówiłam moje najskrytsze tajemnice. Mama? No cóż, mama zawsze jest zajęta. Mam przecież jeszcze troje młodszego rodzeństwa. Kocham ją, ale to już nie jest to samo jak z babcią. Tata z kolei jest wiecznie gdzieś poza domem. Najczęściej w pobliskim Elblągu. Ma tam sklep. Hmm, zabawne. W swoim sklepie ma nawet guziki. My nie używamy takich rzeczy. Wystarczają nam tasiemki przy ubraniach. Nie używamy też alkoholu, (ale tata też sprzedaje go w swoim sklepie). Z dziadkiem Jacobem też się ciężko rozmawia. Dziadek ma już 70 lat i jest głową całej nasze rodziny. Ba!, żeby tylko rodziny. Jest autorytetem dla całej naszej wsi. Dziadek przestrzega abyśmy wypełniali wszystkie nakazy naszej religii. Razem się modlimy, razem jemy, razem sobie nawzajem pomagamy. Dziadek prawie nigdy się nie uśmiecha. Chyba jedyny moment to wtedy, gdy się go poprosi, aby coś opowiedział o naszej historii. To dzięki dziadkowi Jacobowi wiem, że wywodzimy się ze Szwajcarii. Nasz Kościół powstał dokładnie 21 stycznia 1525 roku, a założyli go Conrad Grebel, Felix Manz i Joerg Blaurock. Wszyscy trzej skończyli zresztą tragicznie. Chcieli oni wprowadzić prawdziwą wiarę wywodzącą się prosto i dokładnie z Biblii. Zawsze nas prześladowano i często musieliśmy uciekać.
- Renate! Kacper się obudził. Ubierz go szybko!
O właśnie! Mama nigdy nie ma dla mnie czasu. Zawsze słyszę tylko zrób to, albo tamto, ale takie już jest moje życie młodej Mennonitki. A dlaczego Mennonitki? Tutaj często nas nazywają Olendrami. To też się wiąże z naszą historią. Ksiądz katolicki Menno Simons wywodził się z Fryzji w Niderlandach. Po dwunastu latach służby parafialnej zauważył sprzeczności między doktrynami życia katolickiego a Nowym Testamentem. Naszą wspólnotę zaczęto nazywać od jego imienia Mennonitami, chociaż my sami mówimy o sobie po prostu Bracia. Dziadek mówił, że nasi przodkowie musieli uciekać z Holandii. Na Żuławy przybyli w połowie XVI wieku. Tutaj podobno tereny są bardzo podobne do Niderlandzkich. Też musimy zmagać się z podtopieniami na skutek depresji. Wiele obszarów udało się nam osuszyć. Miejscowa ludność tego nie potrafiła. Dziadek Jacob zna język niderlandzki. Ja już mówię tylko po niemiecku.
- Renate, gotowa jesteś? Zaraz idziemy na cmentarz.
- Już, już dziadku.
Tutaj też nie jest nam lekko. Cesarz Wilhelm nie mógł zrozumieć, że my chrzcimy się nie wcześniej niż po ukończeniu 14 roku życia (ja właśnie pół roku temu dostąpiłam tego zaszczytu), a przede wszystkim, że nasi bracia nie mogą służyć w armii pruskiej. Jest to sprzeczne z przykazaniem "Nie zabijaj". 15 lat temu zezwolił naszym mężczyznom na służbę w oddziałach sanitarnych, kwatermistrzowskich, w taborach i jako pisarze kancelaryjni. Jednak wielu z naszych współwyznawców uciekło do Rosji. Nasza rodzina została. To wszystko wiem od dziadka. Gdy jednak wspomniałam dziadkowi, że chciałabym iść na tańce tak jak dziewczyny z sąsiedztwa to dziadek dał mi karę za samo to pytanie. Dlaczego młodzież ewangelicka i katolicka może tańczyć a my nie?
- Wychodzimy! Zawołaj brata i siostry.
- Tak mamo.
Kiedyś mogliśmy chować zmarłych na cmentarzach ewangelickich. Potem nam zabroniono i teraz mamy własne poza naszą wsią. Dzisiaj chowamy na cmentarzu moją kochaną babcię. Na steli już jest wyryte:
Maria Meufeld z domu Berg, ur. 15 listopada 1817 roku, zm. 26 grudnia 1882 roku.
----------------
Jesień powinna być właśnie taka jak podczas ostatniej niedzieli: bezwietrzna i słoneczna. Nie było upału? No cóż lato minęło już dość dawno. Mroźno zresztą też nie było. To już ostatnia wycieczka w 13-tym sezonie Elbląskiej Grupy Rowerowej STOP. Ten fakt uświadomiło sobie aż 47 osób, które niezawodnie stawiły się pod Piekarczykiem. Przybyli nawet Stopowcy, którzy wyjątkowo rzadko uczestniczyli w tegorocznych wycieczkach. Niby miny wesołe, niby nic nadzwyczajnego się nie stało, ale u wielu bikerów gdzieś tam wewnątrz było trochę żal, że "oficjalne" rowerowanie już się kończy. Powoli staje się już tradycją, że ostatnią jest wycieczka po cmentarzach mennonickich. Przed zbliżającym się Świętem Zmarłych wypada odwiedzić groby tych, którzy kiedyś zamieszkiwali nasze tereny. Tych, których niemal nikt nie odwiedza. Ostatni raz w tym roku uśmiechnięty Piekarczyk pomachał nam na drogę swoją łopatką. Będzie cierpliwie czekał na nas do wiosny.

Jeszcze w granicach miasta nasz peleton przypominał długiego cienkiego węża, który po zjeździe z drogi malborskiej przeistoczył się w kilka niezależnych i zwartych, a przy tym bardzo rozdyskutowanych grupek przesuwających się z różną prędkością. Problematyka omawiana podczas jazdy była na tyle zajmująca, że ani się nie spostrzegliśmy jak czoło naszej gromady wyhamowało na zwodzonym moście nad rzeczką Tiną. Dwuprzęsłowy most z 1895 roku sprawiał wrażenie "przekonstruowanego". Nad głowami unosiły się majestatyczne baldachimy kratownic. Wszędzie zamocowano pełno wsporników, łańcuchów, zastrzałów i jedynie dawni projektanci chyba tylko wiedzą, czego jeszcze i jaką funkcję spełniają poszczególne elementy. Aby móc podziwiać to cudo rąk ludzkich należy popatrzeć na most z boku. Przy okazji można się natknąć na dziko rosnące, bardzo soczyste i smaczne jabłka. Pewnie jeszcze wiele aktywności można by realizować w pobliżu mostu nad Tiną gdyby nie nasz Komendant. Dojechał z ostatnią podgrupką, rozejrzał się jakimś dziwnie zdumionym wzrokiem i oznajmił, że oczywiście postój to my możemy sobie robić, ale w - Jeziorze. W Jeziorze? Pewna książka, która w całej historii edytorskiej ma odnotowaną największą liczbę wydań, zna wprawdzie jeden przypadek chodzenia po lustrze wody, ale my raczej tej umiejętności nie posiedliśmy. Nikt nie śmiał jednak dyskutować. Wskoczyliśmy na nasze rumaki i pomknęliśmy dalej.

No tak, Jezioro to nic innego jak tylko najbliższa miejscowość. W niej stoi opustoszały, bez żadnych ozdób dom modlitewny Mennonitów. Za domem usytuowany jest zarośnięty, dość mocno zniszczony cmentarz. Nawet taki obiekt zasługuje na szacunek, dlatego nasi rowerzyści ustawili tutaj maleńki ognik. Przecież w tym miejscu znalazła swój wieczny spoczynek Anna Bartel. Kim była? Człowiekiem. Tak po prostu.

Jeszcze przed kolejnym miejscem pochówku musieliśmy się zatrzymać przed sklepem. Och nie, nie, nie, Wielce Szanowny Nieznany Miłośniku Grupy Rowerowej STOP! Ja wiem, że nasi rowerzyści bardzo lubią robić sobie postoje przed sklepikami w mijanych miejscowościach. Można zaopatrzyć się w niezbędne produkty na zwyczajowe ognisko, uzupełnić lodami braki energetyczne (nie są to wprawdzie energetyczne ziemniaki umiłowane przez jednego z naszych rowerzystów, ale też są miłe naszym podniebieniom), zakupić napoje. Tym razem wprawdzie to wszystko też było, ale niektórzy także nabyli znicze. Na pewno się przydadzą.

Dotarliśmy do cmentarza w Kępniewie. To już znacznie większa nekropolia. Najstarszy zidentyfikowany nagrobek pochodzi z 1796 roku. Ponownie dziwne uczucie. Czy gdzieś w świecie żyją potomkowie Rudolfa Jansena? Nagrobek jego rodziny jest najlepiej zachowanym obiektem cmentarza w Kępniewie. Także tutaj wśród opadających złotych liści zostawiliśmy nasze światełko.

Przemieszczaliśmy się dzisiaj jakimiś drogami ostatniej chyba kolejności zimowego utrzymania. Nierzadko rytmicznie podskakiwaliśmy na kocich łbach wyszukując następne miejsce ostatecznego spoczynku. Kolejny cmentarzyk w Zwierzeńskim Polu wlał troszeczkę nadziei w nas. Nadziei, że troszeczkę zostało w ludziach szacunku dla człowieczego losu. Zastaliśmy obiekt ogrodzony, z trawą przystrzyżoną. Można było zauważyć, że dla obecnych rezydentów Zwierzna pamięć o byłych mieszkańcach może nie spędza snu z powiek to jednak nie są oni całkowicie obojętni wobec cmentarzyka.

Znów bruk. Znowu dziury w asfalcie i wpadamy na stalowo-betonowy, lekko popękany most. Idealne wprost miejsce na zbiorową fotkę. Podczas gdy rozbawione towarzystwo ustalało układ architektoniczny zdjęcia (zdjęcie miało mieć budowę wielopiętrową!), niespodziewanie jak spod ziemi nadjechała ruchoma mleczarnia. Grażka, gdy ma wybór: opieka nad rowerem lub zabawa fotoaparatem to zawsze wybierze to drugie zajęcie. Hmm, Grażka gdy ma wybór: ABC (proszę sobie wpisać to co tylko Wam Szanowna Czytelniczko i Szanowny Czytelniku fantazja do głowy przyniesie) lub zabawa fotoaparatem to także zawsze wybierze to drugie zajęcie. Nie miałem najmniejszej ochoty wieźć Mamuśki na swoich plecach, dlatego błyskawicznie podskoczyłem po jej rower, który to w konfrontacji z mleczarnią szanse na przetrwanie miałby tylko teoretyczne. Corsa została uratowana przed niechybną śmiercią. Upajając się swoim filantropijnym charakterem nie zauważyłem, że ruchoma mleczarnia zaatakowała mojego Refleksa. Na szczęście Ania Ch. stanęła w obronie mojego pojazdu, który dzięki jej poświęceniu uniknął zgubnego końca. Dziękuję Aniu. Tymczasem układ akrobatyczny został skomponowany i cała nasza wyprawa przyjęła postawę wyczekującą. Zdjęcia na pewno były bardzo udane. Odjeżdżając z tego miejsca dało się usłyszeć filozoficzne rozważania niektórych męskich użytkowników rowerów na temat sposobów skutecznego pobierania mleka bezpośrednio od czworonożnych producentek.

Było nas dużo, nawet bardzo dużo. Byli tacy, którzy mieli ogromną ambicję w nogach. Byli też ci, którzy akurat w tym dniu mieli do omówienia niecierpiące zwłoki, ważkie problemy. Nasze panie poddały głębokiej analizie kreacje, w których wystąpią podczas zakończenia sezonu (lepiej było to omówić zawczasu, ponieważ przypadkowe zderzenie podobnych wdzianek zapewne byłoby nie do zniesienia). Byli też tacy, dla których to kolorowe, słoneczne przedpołudnie było na tyle atrakcyjne, że aż chcieli je przeciągnąć możliwie jak najdłużej. Z tych to powodów poszczególni uczestnicy naszej wycieczki docierali pod sklep w Gronowie w dużych odstępach. Wrażliwość na piękno jesieni, zaduma na egzystencją człowieka, jego losem, wszystkie te górnolotne odczucia muszą przegrać, gdy do głosu dochodzą podstawowe potrzeby ludzi. W Gronowie Elbląskim zakiełkował duch buntu, który na moment przysnął, gdy wszyscy wsiedli na swoje rowery. Jednak pod kościołem w Jegłowniku nie było już żadnych wątpliwości. Zaczął się organizować ruch obywatelskiego nieposłuszeństwa na tle konsumpcyjnym. Ruch budował swoje struktury oddolnie. Gdy już przystąpiono do prób wyboru komisji strajkowej i jej przewodniczącego, Komendant w swej światłej mądrości spacyfikował te wywrotowe myśli. Cała energia buntu została skanalizowana. Celem już nie było wymuszenie czynności, ale znalezienie miejsca. Tak, był już najwyższy czas na zorganizowanie ogniska i pieczenie kiełbasek.

Grupa zboczyła nieco z ustalonego szlaku i zawitała na Kopankę. Jak nigdy dotąd wszyscy solidarnie rzucili się do poszukiwania drewna, stąd też nasz niezawodny Mirek błyskawicznie uruchomił różowe ogniki, nad którymi zawisły kije z nadzianymi na nie wyrobami masarskimi. Miejsce popasu znajdowało się nad brzegiem Nogatu. W tej sytuacji dwie osoby uznały za stosowne zbadać w wodzie rzeki jak odległy jest sezon morsowania. Jednak naczelnym tematem rozmów było uroczyste zakończenie sezonu rowerowego w Zastawnie. Również Komendant w swojej krótkiej mowie nawiązał do tego wydarzenia. Gdy już najprymitywniejsze instynkty zostały zaspokojone, ponownie można było wrócić na szlak. Wszak czekał nas jeszcze jeden cmentarzyk.

Powrót nie był wcale prosty. Przez moment mieliśmy wrażenie, że minister infrastruktury podjął zaskakującą i trochę niezrozumiałą (to akurat żadna nowina) decyzję: zamiast budować drogi szybkiego ruchu można przecież skierować strumień pojazdów na małe, wiejskie dróżki. Może uda się zniechęcić część kierowców do podróżowania własnymi samochodami. Przez chwilę kierunek na Wikrowo był bardziej zakorkowany niż ulica Marszałkowska w porannym szczycie. Nasze dwukołowce poradziły sobie i z tym problemem. Wkrótce dotarliśmy do ostatniego w dniu dzisiejszym cmentarzyka Mennonitów. Miejsce doczesnego spoczynku w okolicach Wikrowa jest dość dobrze utrzymane. Jesienna atmosfera sprzyja refleksjom nad życiem człowieka. Cztery stulecia Menonitów na Żuławach zakończyło się nagle w roku 1945. Część mieszkańców uciekła przed armią idącą ze wschodu. Inni zostali uznani za Niemców i przymusowo wysiedleni. Wyjechali za Wielką Wodę, przede wszystkim do Kanady. Ich potomkowie żyją tam dalej według swojej tradycji z charakterystycznymi czarnymi kapeluszami na głowach. W naszych okolicach pozostały tylko cmentarze. Paradoksalnie zakaz pochówków na cmentarzach katolickich i ewangelickich pomógł przetrwać cmentarzom mennonickim (nie były narażone na celowe zniszczenie).
Przystanąłem przed jednym z grobowców. Wraz z Januszem H. spróbowaliśmy odczytać napisy na stelach. Często gdy patrzę na obiekty z minionych epok wybieram sobie pojedynczy element, pojedynczą cegłę i staram się wyobrazić sobie dokładnie ten moment, gdy była ona położona. Jak wyglądał świat w tamtym momencie? Kim był człowiek, który ją położył? Tu także ogarnęły mnie podobne refleksje. Jacob Meufeld zmarł 20 lutego 1894 roku. Obok niego leży Maria Meufeld z domu Berg. Zapewne żona. W końcu grudnia 1882 roku okoliczni mieszkańcy stali dokładnie w tym samym miejscu, w którym po blisko 129 latach stoję ja z Januszem H. Co wtedy myśleli? Czy było im żal zmarłej? Czy polały się łzy na twarzyczce jakieś młodej, czternastoletniej Mennonitki? Na każdym z odwiedzanych cmentarzach zostawiliśmy znicze. Na grobie Marii i Jacoba również i ja zapaliłem żywe światełko. "Człowieczy los" - utwór śpiewany przez Annę German nie znalazł się w tej relacji przypadkiem. Wszak mama piosenkarki -Irma Berner także była Mennonitką (odłam rosyjskich Mennonitów), a nawet potrafiła porozumiewać się w języku staroholenderskim.

Z Wikrowa poprzez Władysławowo dotarliśmy do Elbląga. Żegnając się obiecaliśmy sobie spotkać się za dwa tygodnie na podsumowaniu minionego sezonu. Zatem do zobaczenia w Zastawnie.
I jeszcze taki mały drobiazg Szanowna Czytelniczko i Szanowny Czytelniku. Przepraszam za przewijająca się osobistą nutkę, ale ta ostania wycieczka była dla mnie wybitnie nastrojowa.
---------------
Korzystałem z:
wiedzy naszego kolegi Ryśka Z.
http://www.genoro...nonici.php
http://www.wiatra...nny-german
http://www.zulawy...geneza.htm
http://www.zulawy...geneza.htm
http://protestanc...19685983,n

Komentarze
#1 | ~Komendant dnia 19-10-2011 19:42
To będzie nasza ostatnia wycieczka w kończącym się sezonie. Trasa zaproponowana przez Waldka, poprowadzi nas przez Żuławy i miejsca spoczynku byłych mieszkańców tych ziem - Mennonitów. Odwiedzimy po drodze kilka mennonickich cmentarzy.
Jak warunki i teren pozwolą to po drodze rozpalimy ognisko.
Będę również zbierał wpisowe za udział w zakończeniu sezonu w Zastawnie.



#2 | ~Komendant dnia 23-10-2011 21:17
Dziękuję wszystkim uczestnikom ostatniej w tym sezonie wycieczki za tak liczny udział i wspólne odwiedzenie mennonickich cmentarzy.
Dziękuję bardzo za cały sezon wspólnego rowerowania i wspólnie przeżytych chwil.
Sezon podsumujemy 5-go listopada w Zastawnie, ale już dzisiaj mogę powiedzieć, że był bardzo udany. Brawo Hura Hejka STOP



#3 | ~agawe dnia 23-10-2011 21:34
Ja, jako tegoroczny debiutant w grupie, bardzo dziękuję za serdeczne przyjęcie do grona tak fajnych rowerzystów. Bardzo pozytywnie odbieram zarówno organizację wycieczek przez Zbyszka i innych kolegów, pełen profesjonalizm tych eskapad, świetną stronę internetową i doskonałą atmosferę tworzoną przez wszystkich uczestników. Brawo
Wielkie dzięki za wspólnie miło spędzony czas Szeroki uśmiech




Agnieszka
#4 | ~Andrzej dnia 23-10-2011 23:32
Coś się zaczyna i kiedyś się kończy. Dziś na zakończeniu było tyle osób jak na rozpoczęciu, a może i więcej!
To świadczy o sile grupy i jej dynamicznym rozwoju. Tyle młodzieży jak Dorota, Agnieszka, Wioleta, Jola, Paula, że tylko panie wymienię i to nie wszystkie - przepraszam kolegów, dawno nie debiutowało. Teraz każda wycieczka to duże przeżycie, takie rowerowe święto! Kończymy na szczycie, bo tak lepiej, tak trzeba, bo kalendarz.
Ale, ale my nie kończymy, bo my mamy Naszą stronę i będziemy się tu umawiać na rower, na narty, na łyżwy, na tańce.
Tak jak niedawno tu komuś życzyłem, to niech tylko utrzyma tą stronę, to my przeżyjemy i dotrwamy do wiosny!
Na pewno, bo tu jest nasze życie!!!



#5 | ~Jurek M dnia 24-10-2011 08:39
Zdjęcia z niedzielnej wycieczki.
http://mocek.nazwa.pl/...



#6 | ~Sebastian Michalski dnia 26-10-2011 10:46
Ja również chciałbym oficjalnie podziękować za miłe przyjęcie w grupie. Do tej pory moje indywidualne wycieczki nie dawały mi takiej satysfakcji w porównaniu z atmosfera panująca na naszych wycieczkach. Czasami też się po prostu nie chce, jest się zmęczonym a będąc w takiej grupie będącą super motywatorem - SIĘ CHCE Uśmiech
Możliwość przebywania w tak zacnym gronie będzie dla mnie wielkim zaszczytem.
Do zobaczenia w trakcie zimowych narciarskich i kąpielowych przygód



#7 | ~agawe dnia 30-10-2011 00:21
Wielkie dzięki Janusz za tak frapującą relację. Naprawdę przeczytałam ją z ogromnym zainteresowaniem. Gdybym miała takich nauczycieli historii jak Ty, to z pewnością nie byłabym taką "historyczną gułą" jaką jestem.
Brawo




Agnieszka
Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
Login
Login

Hasło



Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się

Nie możesz się zalogować?
Poproś o nowe hasło
Shoutbox
Musisz zalogować się, aby móc dodać wiadomość.

26-04-2017 16:56
31 lat temu.-Katastrofa w Czarnobylu. Film dokumentalny; https://youtu.be/Z
t0gf...

25-04-2017 20:50
Przebitka muz.-Składanka-Jim
Reeves -nie tylko dla starszaków pamiętających kiedy byli prawdziwie lub są i dziś zakochani; https://youtu.be/j
rzDS...
Buziak

24-04-2017 11:16
Dzięki Marku za życzenia Uśmiech

24-04-2017 10:43
Dziękuję za życzenia. Hejka

23-04-2017 13:53
HejkaRowerowym Jurkom z okazji Imienin wszystkiego najlepszego. Kwiatek

Ostatnie artykuły
Szlaki rowerowe Krai...
Bażantarnia
Ustawienia kierownicy
Ustawienia siodełka
Hamowanie
Kalendarz
<< Kwiecień 2017 >>
Po Wt śr Cz Pi So Ni
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30

Brak wydarzeń.

Pogoda
Dzis Jutro Pojutrze
 
Partnerzy

Hotel Elbląg

Wygenerowano w sekund: 0.19 14,217,702 Unikalnych wizyt od 01/11/2008