Strona glówna Informacje Regulamin Uczestnicy Foto galeria Archiwum Ksiega gosci Forum Linki Kontakt Wyloguj21-09-2017
RSS | Mapa serwisu
Nawigacja
Losowa Fotka
Aktualnie online
Gości online: 4

Użytkowników online: 0

Łącznie użytkowników: 412
Najnowszy użytkownik: Tomekkaros
Ostatnio widziani
Tomasz 00:35:22
slawek1977 02:18:53
Bikel 09:42:32
biegajaca... 10:51:19
hania 13:09:01
Piotr 17:44:49
Marek55 20:13:42
Jurek 20:52:57
Andrzej 1 dzień
Wojtas 1 dzień
W pobieralni...
GPS - Wycieczka Nr 30/2014 473
GPS - Wycieczka Nr 28/2014 482
GPS - Wycieczka Nr 27/2014 489
GPS - Wycieczka Nr 26/2014 545
GPS - Wycieczka Nr 11/2014 509
GPS - Wycieczka Nr 10/2014 273
Reklama
Pajacyk

Fotografia przyrodnicza - Zbigniew Ostaniewicz

Statystyki reklamowe
Wycieczka Nr 10 - Święty Kamień - 14.06.09
Wycieczki w sezonie 2009
Wycieczka Nr 10 - Święty Kamień - 14.06.09

Zbiórka: Most przy zbiegu ulic Płk. Dąbka i Ogólnej, godz. 9.30

Trasa: Elbląg, Modrzewina, Zajazd, Krasny Las, Jalenia Dolina, Ogrodniki, Pagórki, Kadyński Las, Tolkmicko, Święty Kamień, Tolkmicko, Kadyny, Suchacz, Nadbrzeże, E-g.

Długość trasy: 70 km, Uczestnicy: 19, Punkty: 105




Pokaż Wycieczka Nr 10 Święty Kamień - 14.06.09 na większej mapie


Relacja


O godzinie 9.30 pewne były dwie sprawy. Po pierwsze, wycieczka sprzed tygodnia była chwilowym zmęczeniem ludzkiego materiału, stąd mała ilość uczestników poprzedniej niedzielnej eskapady. Tym razem dwadzieścioro STOPowiczów ogarniętych szaleństwem zbiorowego pedałowania pojawiło się na starcie kolejnej wycieczki. A celem wycieczki był Święty Kamień, miejsce pogańskiego kultu dawnych ludów zamieszkujących te ziemie. Po drugie, niestety już było wiadomo, że zeszłoroczny ustanowiony rekord świata w wdrapywaniu się na znany nam głaz narzutowy nie zostanie pobity. Natomiast jedno było niepewne - pogoda. Ciemne jeszcze o tej porze chmury wisiały nisko i raczej szybciej można było spodziewać się deszczu niż ładnej pogody. O 9.34 na horyzoncie pojawiła się znana sylwetka bikerki na swym wspaniałym, jeszcze prawie nowym rowerku. Widać, zapewne spoglądając w niebo, do ostatniej chwili zwlekała z podjęciem decyzji o wyjeździe. Spóźnienie zostało przez Komendanta usprawiedliwione.

Ulicą Do Nikąd przejechaliśmy Modrzewinę. Jak wiadomo pas asfaltu niespodziewanie się urywa i dalsza część drogi, na szczęście stosunkowo krótka, przebiegła polną drogą świeżo po obfitym deszczu. Trzeba przyznać, że znaczna część trasy po ostatnich deszczach przypominała teren szuwarowo-bagienny, była sprawdzianem wytrwałości dla rowerzystów i ich maszyn, i też była przyczyną awarii. Stąd również spekulację w Grupie i przyjmowanie zakładów - jaki przelicznik Komendant zastosuje: 1, może 1,17 czy też 1,25. Były też głosy żeby był taki, jak najlepsza lokata w banku.

Bez przeszkód dojechaliśmy do Krasnego Lasu, by uroczymi ścieżkami dojechać do Jeleniej Doliny. Krótki postój wykorzystaliśmy na mały posiłek i rozmowy. Niewątpliwie bohaterami dnia byli Marian i Kazimierz, ludzie o stalowych nogach
i takich samych tyłkach, którzy piątek i sobotę spędzili na rowerowych siodełkach zmagając się z niesprzyjającą aurą pogodową. Właśnie z powodu złej pogody nie zrealizowali w 100% założonego planu wyprawy wzdłuż Doliny Dolnej Wisły. Ale padło zapewnienie, że jeszcze tam wrócą. Zresztą, nie takim mocarzom aura w ten weekend popsuła ambitne, rowerowe plany.

Przed Pagórkami skręciliśmy w prawo, by obrać kierunek dalszej jazdy przez Las Kadyński. Pomimo błotnej drogi, zachwycaliśmy się urokami jazdy. W trakcie takiej rozmowy o tworach przyrody ożywionej i nieożywionej, i udziału w tym wszystkim człowieka, a nawet napisałbym szczegółowiej, że kobiety, Edi nie zachował jasności oceny podłoża i naprężony łańcuch doznawszy nowej siły, uległ rozerwaniu. Na szczęście w pobliżu był Sylwek, który przy użyciu specjalistycznego narzędzie usterkę usunął szybko i sprawnie, czym wzbudził podziw przyglądających się pań. Jak to podczas jazdy w trudnym terenie, część grupy wysforowała się do przodu. Jednak ciągłość dowodzenia nie została zerwana, bo w grupie tej był Admin, jak wiadomo należący do grupy trzymającej władzę. Na pewnym rozdrożu leśnych dróg, pierwsza grupa wybierając nieco łatwiejszą drogę skręciła w lewo, wyjechała za Kadynami i główną szosą pomknęła w stronę Tolkmicka. Pozostali, na tymże rozdrożu skręcili w prawo i nieco dłuższą trasą, bardzo malowniczą, omijając wielkie kałuże, zmagając się z piaszczystym podłożem podążali w tym samym celu. Symfonia odgłosów natury - tak można określić las, mokry jeszcze po wielkim deszczu, ale pełen energii i chęci do życia. Jeszcze przed Tolkmickiem ładny widok na Zalew Wiślany, zjazd do miasta i byliśmy na miejscowym rynku.

A tutaj niespodzianka. Stoi dwóch postawnych facetów, odzianych w czarne skóry z różnymi naszywkami, mający w swoich sylwetkach tu i ówdzie uwypuklenia. Obok nich piękne dwie maszyny, lśniące chromem i pachnące świeżością. Jurek wraz z kolegą Krzysztofem wybrał się na motorową przejażdżkę. Trzeba przyznać, że właściciele oraz ich maszyny prezentowali się znakomicie, czym wzbudzili zachwyt damskiej części grupy i pewną zazdrość u pozostałych. Niejeden biker zerkał to na swoją maszynę, to na piękne motory szukając jakiegoś porównania. Ale oprócz jednej cechy wspólnej, jaką jest to, że poruszają się na dwóch kołach, nic innego znaleźć nie można było. Nieszczęśnicy pocieszali się, że koła te mają bardzo podobny kształt. Jak by powiedział jakiś młody człowiek: Jurek miał branie. Męskiej części grupy pozostało podziwiać maszyny w ruchu i poczuć w nozdrzach zapach motorowych spalin. Trzeba jeszcze odnotować, że Tolkmicko przywitało nas błękitnym niebem i ciepłym słońcem.

Święty Kamień. Kto się uczył geografii łatwo może sobie wytłumaczyć skąd wziął się ten głaz narzutowy. Ale są inne, może nawet ciekawsze teorie pochodzenia kamienia. Pierwsza z nich to legenda zaczerpnięta ze strony internetowej miejsko-gminnego ośrodka kultury w Tolkmicku. W pradawnych czasach w lasach tolkmickich, opodal granicy Warmii z Pogezenią, żył Olbrzym. Był tak wielki, że głową sięgał wierzchołków najwyższych sosen, a kiedy przechodził w bród Zalew Wiślany, woda sięgała mu ledwie do pasa. Olbrzym mieszkał w pieczarze dobrze ukrytej w zaroślach stromego brzegu. Jej wejście zasuwał wielkim głazem.
Po drugiej stronie wody - na Mierzei - mieszkał jego bliźniaczy brat Gigant, który tylko minimalnie ustępował siłą i postura Olbrzymowi.
Olbrzym i Gigant byli z natury raptusami, jednak jak przystało na dzieci jednej matki, żyli w wielkiej zgodzie. Pomagali sobie nawzajem, dzielili się łupami, wspólnie użytkowali narzędzia. Porozumiewali się wołając do siebie nawzajem przez Zalew, a ich stentorowe głosy szeroko rozchodziły się po okolicy, budząc trwogę u zwierząt i ludzi. Pewnego dnia Olbrzym naprawiał swe łoże i potrzebował topora, by wyciąć kilka dębów. Tymczasem topór - wspólna własność - był po drugiej stronie Zalewu. Krzyknął więc głośno w kierunku Mierzei, jednak Gigant był tak zajęty ćwiartowaniem upolowanego jelenia, że nie dosłyszał prośby brata. Z resztą kto to wie, jak było naprawdę, może ja po prostu zignorował. Kiedy Olbrzym nie otrzymał - a pamiętajmy, że był gwałtownikiem - wpadł we wściekłość i wziąwszy do ręki głaz służący mu za drzwi do pieczary, rzucił nim w brata. Jednak wielki kamień wyśliznął mu się z ręki wpadł do wody niedaleko brzegu. Leży tam do dziś i nosi wyraźny odcisk dłoni, która nim cisnęła. Ludzie nazywają go Świętym Kamieniem. Kiedy Gigant zobaczył i zrozumiał, co się stało, on też wpadł w gniew. Rzucił w Olbrzyma toporem, trafił go w skroń i zabił. Bratnia krew szeroko rozlała się po lesie, a potem wyrosły z niej krzewy czarnej jagody, która od tego czasu występuje tu w wielkiej obfitości.

Druga wersja wymyślona jest przez zwolenników teorii o nawiedzeniu naszej planety przez inne cywilizacje. Cała powierzchnia naszej planety została pokryta precyzyjnie rozlokowaną "siecią pajęczą" punktów nawigacyjnych UFO. Poszczególne elementy tej sieci zostały rozłożone wzdłuż linii biegnących w kierunkach południkowym i równoleżnikowym. Oparcie sieci nastąpiło na biegunach magnetycznych Ziemi, zaś jej rozwinięcie - od specjalnie przyjętego punktu bazowego dla UFO, stanowiącego odpowiednik naszego Greenwich, a znajdującego się w Rzymie (A1: 41 st . 57' N, 12 st . 45'E). Odstęp między poszczególnymi liniami sieci wynosi 1 st . 30' w kierunku równoleżnikowym (wschód - zachód) oraz 1 st . w kierunku południkowym (północ - południe). Na każdym skrzyżowaniu tych linii umieszczony jest węzłowy punkt nawigacyjny UFO. Ponadto dokładnie pomiędzy każdymi dwoma punktami węzłowymi, na każdej linii sieci, znajduje się punkt pośredni. Aparatury sygnalizacyjne, znajdujące się w węzłowych punktach nawigacyjnych zostały ukryte przez ich zatopienie we wnętrzu specjalnie spreparowanych kamieni, o wyglądzie typowych głazów narzutowych. Aby uniemożliwić ludziom przemieszczenie lub rozbicie tych głazów, były one zazwyczaj duże, o wadze kilkunastu - kilkudziesięciu ton. Mimo tych zabezpieczeń niektóre z nich ulegały jednak zniszczeniu. Z tego powodu w ich miejsce w drugim rzucie umieszczano kamienie mniejsze, około 1 metrowej średnicy, które zakopywano w ziemi. Kamienie kryjące w swym wnętrzu aparaturę nawigacyjną UFO, posiadają specyficzny znak rozpoznawczy. Jest nim wyraźny odcisk, przypominający kształt dłoni lub stopy ludzkiej, umieszczony na ich powierzchni. Właśnie z powodu tego odcisku (...) kamienie nazywano diabelskimi, świętymi itp.
Kto chce wiedzieć więcej i poznać rozmieszczenie nadajników UFO, w przeglądarkę wpisać można hasło wieś Emilcin.

Jako, że Święty Kamień był miejscem kultu religijnego pogan i miejscem składania ofiar, padła propozycja złożenia ofiary. W grę wchodziło poświęcenie na ofiarę roweru, ale nikt nie chciał swojego oddać, nawet chociażby marnej szprychy. Więc ta propozycja upadła. Złożenie w ofierze dziewicy akurat też nie było możliwe do zrealizowania. Pozostało na pamiątkę zrobienie kilku zdjęć z głazem w roli głównej. Zimna woda nie sprzyjała przeprawie i tylko kilkoro śmiałków odważyło się wejść na kamień. Kilku dzielnym mężom odważnie towarzyszyła Grażyna. Reszta stanowiła na brzegu pierwszy plan zdjęcia.
Być może z powodu nie złożenia ofiary i nie udobruchania bogów, w drodze powrotnej mieliśmy nie zawsze sprzyjające wiatry. Jakby nam na złość, wiało ze wszystkich stron, tylko nie w plecy. Jednak jak zawsze w dobrych humorach i już umawiając się na następną wycieczkę, drogą nad Zalewem, poprzez Kadyny, Suchacz dojechaliśmy do Elbląga dziękując sobie za wspólną jazdę.

Relację przygotował Marek R.

Komentarze
#1 | ~Mirek dnia 13-06-2009 07:31
Czy zostanie pobity rekord w ilości osób na św.kamieniu?Fotka



#2 | ~Komendant dnia 14-06-2009 21:27
Niestety, nie udało się pobić rekordu podczas tej wycieczki. Może następnym razem, w przyszłym sezonie. Beczy



#3 | ~Kazimierz dnia 15-06-2009 23:27
Marku, wspaniała relacjaBrawo



Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
Login
Login

Hasło



Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się

Nie możesz się zalogować?
Poproś o nowe hasło
Shoutbox
Musisz zalogować się, aby móc dodać wiadomość.

18-09-2017 21:51
Dzięki Andrzeju za życzenia Hejka. Strasznie długo będę musiał jeździć tym rowerem Radocha

16-09-2017 23:13
A imię jego 44, Marku wszystkiego Najlepszego i jeszcze 88 lat! Kwiatek

14-09-2017 09:23
Album Fotka z wycieczki do Starego Pola założony.

14-09-2017 08:36
Witam.-Marianie! Obejrzałem ten filmik -jest super. Żywa pamiątka z Naszej Jesiennej Wyprawy.Dziękuję Grażce za odnalezienie go w Joutube i umieszczenie linku na Naszej stronie. Pozdrawiam.

14-09-2017 07:49

Ostatnie artykuły
Szlaki rowerowe Krai...
Bażantarnia
Ustawienia kierownicy
Ustawienia siodełka
Hamowanie
Kalendarz
<< Wrzesień 2017 >>
Po Wt śr Cz Pi So Ni
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30  

Brak wydarzeń.

Pogoda
Dzis Jutro Pojutrze
 
Partnerzy

Hotel Elbląg

Wygenerowano w sekund: 0.16 15,543,479 Unikalnych wizyt od 01/11/2008