O nie! Gdzie jest JavaScript?
Twoja przeglądarka internetowa nie ma włączonej obsługi JavaScript lub nie obsługuje JavaScript. Proszę włączyć JavaScript w przeglądarce internetowej, aby poprawnie wyświetlić tę witrynę, lub zaktualizować do przeglądarki internetowej, która obsługuje JavaScript.

Aktualności

Wycieczka Nr 23/2011 -Krajeński Park Krajobrazowy - 15-18 września 2011

Zbiórka: Parking przy Leclercu , 15.09, godz. 15.30, odjazd godz. 16.30

Trasa: Nr 1 - 16/09: Krajeński Park Krajobrazowy - część południowa

Więcbork, Śmiłowo, Pęperzyn, Zabartowo, Wiele, Białowieża, Orlinek, Rościmin, Katarzyniec, Runowo Krajeńskie, Lubcza, Sypniewo, Witunia, Więcbork

Długość trasy: 66 km, Uczestnicy: 17, Punkty: -


Trasa rowerowa 1242442 - powered by Bikemap 


Trasa: Nr 2 - 17/09: Krajeński Park Krajobrazowy - część północna

Więcbork, Zakrzewek, Iłowo, Lutowo, Lutówko, Dąbrowa, Kamień Krajeński, Mała Cerkwica, Trzciany, Sępólno Krajeńskie, Grochowiec, Wysoka Krajeńska, Suchorączek, Więcbork

Długość trasy: 70 km, Uczestnicy: 16, Punkty: -


Trasa rowerowa 1242490 - powered by Bikemap 


957 LAT NA 17 SIODEŁKACH W KRAINIE KUKURYDZY.

Jak głosi stare polskie przysłowie ,,prawdziwych rowerzystów poznaje się w biedzie". Dzięki Waldkowi, Jego dobroci, wyrozumiałości, spolegliwości, szlachetności, uprzejmości, cierpliwości, łaskawości i jeszcze wielu wspaniałych cech, dwoje zakręconych rowerzystów, ale tylko ze względu na obowiązki służbowe, mogło dojechać do Więcborka.

- No to ciekawa jestem relacji z Waszej wyprawy - zabrzmiało groźnie na forum. Masz babo placek. Pełna klapa. Cała para uszła, cały misterny plan relacji obmyślany pół nocy diabli wzięli. A miało być tak ładnie i prosto dla piszącego. Kościół pod wezwaniem takim a takim, wybudowano w stylu romańskim w tym i w tym roku, że początek miejscowości datuję się na rok tysiąc któryś, albo że roślinność jest zróżnicowana o charakterze zbiorowisk zbliżonych do morfologicznej strefy sandrowej. Ale to można zanudzić zacnych czytelników taką relacja z dwudniowej eskapady. W związku powyższym mocno postaram się ograniczyć owe informację, bo w dobie powszechnego dostępu do wszelkich wiadomości, można bez problemu o tym poczytać.

Tutaj wszystko jest Krajeńskie. Park Krajobrazowy, Sępólno, Kamień, Runowo, Wysoka, stąd w folderach krainę tę nazywa się Krajnią. A jak się przekonaliśmy, Krajnia jest urocza. Niezbyt wielkie jeziora, zróżnicowany drzewostan leśny, ładne krajobrazy oraz spotykane obiekty zabytkowe podkreślają urodę tej krainy.

Zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami, w piątek o godzinie 6.30 spontanicznie zbierają się miłośnicy porannej kawy. Dzierżąc w ręku swój kubek, niczym pochodnie z olimpijskim ogniem, zasiadamy na tarasie stołówki, tuż przy naszych domkach. Zwyczajowo dyskusja o pogodzie, rowerowych fatałaszkach i czekających atrakcjach. Ciepła kawa rozgrzewa, bo temperatura niewiele powyżej 10 stopni, ale jest pogodnie. Żeby już szczęścia było dużo, do kawy ciasto. Pewnie z jakiejś markowej ciastkarni, bo z całej foremki nie ostały się żadne okruszki.

Godzina 9. Na schodach wiodących na wyższy taras ośrodka pstrykamy zbiorową fotkę. Schody Hiszpańskie w Rzymie, czy też Potiomkinowskie w Odessie nie widziały takiej grupowej sesji zdjęciowej.
Ruszamy ulicami Więcborka. Miasto mocno rozkopane, ulice pozamykane, ale to dobry prognostyk. Miasto będzie jeszcze ładniejsze. Zatrzymujemy się przy jednym z zabytków Więcborka, rokokowym kościele. Można zajrzeć do środka, a Katarzyna, niczym odtwórczyni głównej roli w teatrze jednego aktora, przekazuje nam garść informacji o owym zabytku. Jak się okazało, to nie jedyny spektakularny występ Kasi podczas tej wyprawy.

Poruszamy się zgodnie z założonym planem. Pierwszy Szlakowy, czyli Waldek, niczym najlepszy GPS odnajduje właściwą trasę, a lokalne drogi sprzyjają rowerowej jeździe. Zbyszek tak zaplanował trasę, by ruch samochodowy w jak najmniejszym stopniu zakłócał kontemplację mijanych krajobrazów. Jak każda nasza wycieczka, ma wzmocnić fizycznie i duchowo jej uczestników.

Poprzez Śmiłowo, później drogą pomiędzy jeziorami Więcborskim i Śmiałowskim dojeżdżamy do Pęperzyna. Zatrzymujemy się przy miejscowym kościele z XVIII wieku. Niestety, nie dane nam obejrzeć owego zabytku, bo zamknięty na przysłowiowe cztery spusty. We wsi uwagę zwraca kilka ciekawych, starszych budynków mieszkalnych.

Kierujemy się w stronę Zabartowa. Już z daleka, wśród drzew widać kościelną wieżę. Podjeżdżamy pod małe wzniesienie, na którym usytuowany jest kościół. Wygląda ciekawie, więc chciałoby się zajrzeć do środka. Widok z zewnątrz musi nam wystarczyć. Nie ostatni raz spotkamy się z czymś takim, rozumiejąc że to ochrona przed ewentualnymi złodziejami, ale w niektórych kościołach znajdują się kraty i to pozwala zainteresowanym zobaczyć co jest w środku. Podziwiamy bryłę kościoła i figurki tuż nad wejściem głównym.

W miejscowości Wiele ostro skręcamy w prawo. Nie wszyscy, bo kierownica Krystyny dostaje luzu, więc rower z nią nie współgra. Szybka naprawa przywraca stan pierwotny i wszyscy delektujemy się dalszą jazdą po brukowanej drodze. Gdzie ta puszcza, skoro przejeżdżamy przez Białowieżę?
Życie rowerzysty to nie samo pedałowanie. Komendant widząc lekkie zniecierpliwienie i rozkojarzenie w grupie, zarządza przerwę na drugie śniadanie. We wsi Orle, polną drogą dojeżdżamy nad brzeg jeziora Witosławskiego.

Po pierwszym zaspokojeniu głodu i pragnienia, rozglądamy się po najbliższej okolicy. Niedaleko stoi opuszczony, niszczejący dworek, obok budynek magazynowy, również objęty ochroną zabytków, jak zeznał tutejszy mieszkaniec. Jak się okazało, w tym miejscu wznosiły się zabudowania folwarczne, a pozostał jedynie budynek zarządcy majątku i murowany magazyn zbożowy. W bliskiej odległości stoi niewielki kościółek. Niewielki, ale z bogatą historią. Przy kościele znajdują się groby rodu Koczorowskich, ostatnich dziedziców wsi.

Poprzez Witosław dojeżdżamy do Rościmina. Tutaj małe zamieszanie. Prawdopodobnie sputnik zmienił swoje położenie, a może to Waldek zakręcił kierownicą i coś się nie zgadzało. Zwołany szybko sztab kryzysowy, czyli Zbyszek, Waldek i Janusz, wyprowadził grupę na właściwą drogę w stronę Runowa, oczywiście Krajeńskiego. Droga szutrowa, czasami piaszczysta, więc zdarzało się, że rowery nie chciały same jechać i trzeba było je prowadzić.

Jedno z praw Murphyego głosi, że jeżeli coś ma się zepsuć, to na pewno się zepsuje. I zepsuło się. W momentami trudnym terenie padła tylna przerzutka w rowerze Ediego. To już była poważna sprawa. Andrzej, Janusz i sam właściciel złapali się za nieszczęsną część roweru. Nie za bardzo chciała być w położeniu, w jakim ją zamontowano. Ostatecznie Edi ustawił takie położenie łańcucha, by mógł dalej jechać. Po powrocie do miejsca zamieszkania, osobiście kontynuował naprawę. Zaopatrzony w młotek, przecinak i inne potrzebne narzędzia, po blisko ponad godzinnej pracy, kiedy już wszystkie palce u rąk były dokładnie umorusane, stwierdził że jest gotowy do jutrzejszej jazdy.

Wjeżdżając do Runowa od razu trafiamy pod kościół pw. Świętej Trójcy. Mamy okazję posłuchać o historii kościoła i bliżej przyjrzeć się detalom zdobienia, jako że w kościele trwają prace konserwatorskie i pani konserwator chętnie udzieliła nam szerszych informacji. Opowiada i kieruje nas także do pobliskiego zespołu pałacowo parkowego. Pałac w Runowie przebudowany na styl neorenesansowy musiał kiedyś robić ogromne wrażenie. Niestety, ze wspaniałego pałacu pozostały jedynie atrakcyjne ruiny.

Czarnym szlakiem rowerowym jedziemy w stronę Lubczy i dalej Sypniewa. Początkowo jest to droga szutrowa, w większości pośród pól kukurydzy. Po drodze, po lewej stronie, pośród drzew widać prześwitujące jeziorka Kłosowskie Duże i Kłosowskie Małe. Jako, że Krajnia swym obszarem obejmuje większość terenów uprawianych rolniczo, mijamy wzorowo zagospodarowane pola. To rzuca się w oczy.

Dojeżdżamy do Sypniewa. Krótka przerwa przy miejscowym sklepie, a później podjeżdżamy pod miejscowy pałac zbudowany w połowie XIX wieku. Od sklepu do bramy wjazdowej jest około 200 metrów. Na tym prostym odcinku zagubił się jeden z uczestników wycieczki. Chwała temu co wymyślił telefon komórkowy.

Mamy możliwość wejścia i obejrzenia pałacu. Zachowały się oryginalne elementy wystroju pałacu. Panie ciekawie oglądały pałacowy wystrój i bogatą kolekcję poroża, panowie raczej wzrok swój koncentrowali na przewodniczce. Wszystkich jednak zauroczył oryginalny piec kaflowy w jednej z pałacowych sal. Zespół pałacowo parkowy w Sypniewie szczyci się Certyfikatem Czystej Turystyki.

Opuszczamy pałac. Tuż obok stoi kościół rzymskokatolicki pod wezwaniem św. Katarzyny, zbudowany w stylu barokowym w konstrukcji szkieletowej.
Dalej to już tylko Więcbork, pokonane 65 kilometrów, kolacja i jedna z atrakcji dnia, ognisko. Spotykamy się, gdy zapadają ciemności. Ognisko przyjemnie grzeje i zapowiada się dobra zabawa. Jedna gitara odmieniła wszystko, a tych gitar powinno być cztery. Ujawniły się drzemiące talenty. Andrzej, Janusz, Krzysztof i Olek, niczym słynna czwórka z Liverpoolu, grała przebój za przebojem. To był dobry pomysł Olka, by zabrać gitarę.

,,Stary Budrys trzech synów, tęgich jak sam Litwinów, na dziedziniec przyzywa i rzecze, wyprowadźcie rumaki i narządźcie kulbaki, a wyostrzcie i groty, i miecze". Cisza zapadła przy ognisku, a Kasia kontynuowała z wielką ekspresją wiersz ,,Trzech Budrysów". W 1968 r. przedstawienie ,,Dziadów" wywołało studenckie protesty. Gdyby wtedy usłyszeli tę interpretację, powstałby cały naród. Gdy zabrzmiały ostatnie słowa wiersza, burza oklasków była naszą nagrodą.
Ognisko dogasa, nawet smacznie niektórzy drzemią na ławce, ale pora położyć się spać, bo jutro dalsza część wyprawy.

Po krótkiej nocy, ponownie o 6.30 zbiera się KMPK. Szybko znika zachowany na tę chwilę kawałek ciasta.
Godzina 9. Ruszamy, to znaczy mieliśmy ruszyć. Dorota z przerażeniem odkrywa, że dętka w tylnym kole nie wytrzymała trudów dnia wczorajszego. Dwóch Andrzejów natychmiast przystąpiło do naprawy. Kleili, podklejali, dmuchali i naprawili.

Dzisiaj ,,górna" część Parku. Ruszamy na zachód drogą 189. Po około 5 kilometrach skręcamy w prawo i szutrową drogą dojeżdżamy do miejscowości Zakrzewek. Kierujemy się w stronę Iłowa. Większość drogi prowadzi przez las. To bór sosnowy z domieszką drzew liściastych. Zachwytów nie ma końca, a liczne zsiadywanki z rowerów ze względu na tu i ówdzie piaszczyste fragmenty drogi, niewątpliwie jeszcze uatrakcyjniają nasz przejazd. Pod sklepem w Iłowie, korzystając z małej przerwy, Janusz wręcza Ediemu solidny łańcuch. Wprawdzie nie rowerowy, ale zawsze to łańcuch, na wzmocnienie roweru. Dalsza droga prowadzi nas w kierunku miejscowości Lutowo. Niektórzy oglądają miejscowy kościół, a inni rwą jabłka z cudzego drzewa. Zakazany owoc smakuje najbardziej.

Ponownie wjeżdżamy w szutrową drogę. Nikt nie mówił, że będzie łatwo. Po około 2 kilometrach, na przesmyku pomiędzy dwoma jeziorami widzimy policyjne i strażackie pojazdy. Nic, tylko blokada. Podjeżdżamy bliżej i okazuje się, że to zabezpieczenie I Krajeńskiego Rajdu Rowerowego. Korzystamy z okazji i zaopatrujemy się w odblaskowe gadżety. Zapiszę to, by nie umknęło uwadze. Sięgam do tylnej kieszeni, nie ma notesu. Macam po kieszeniach i nie tylko. Jest wszystko co powinien mieć mężczyzna, ale notesu nie ma. Sprawdzone trzy razy sakwy nie pozostawiają złudzeń. Dramat. Tragedia. Samuraj znalazłby honorowe wyjście z tej sytuacji. Zostaje tylko pociąć się szarym mydłem i rwać włosy z głowy. Wracam 2 kilometry, do miejsca gdzie ostatni raz wyciągałem notes. To były najszybsze moje kilometry na trudnej drodze. Nie ma. Wracam z głową powoli, a tu się okazuję, że się odnalazł. 15 metrów od rzekomej blokady. Uff.

Żegnamy gościnnych gospodarzy rajdu i mkniemy w kierunku Lutówka. Po lewej mamy ładny widok na jezioro, a za miejscowością chyba pierwszy poważniejszy podjazd. Ale taki bez większego wysiłku i nikt raczej się nie spocił.
I dalej drogą czasami przez las, czasami wśród malowniczych pól, czasami wyjrzy słonko, nie wiedzieć czemu z przodu wieje wiaterek, a my przepojeni szczęściem, zachowując rytmiczność pedałowania, połykamy kilometry. I rozmowy są beztroskie. O śliwkach w occie, o makaronie z brokułami, o domowych porządkach.

Kamień Krajeński. Zbliżając się do miejscowości, jedno nam było w głowie. Zupa. Jak starożytni wołali chleba i igrzysk, tak my zupy i pedałowania. Kasia najwięcej. Zjemy na trasie ciepłą strawę, myśleliśmy. Figa z makiem. Jedyny lokal w miasteczku miał gości i została bułka z kiełbasą. Oglądamy miasteczko, robimy zdjęcia z fontanną w tle, gramy w lotto i leżymy na ławce. Brak zupy podciął nam skrzydła. Ale nie na długo. Po bułce z kiełbasą i innych frykasach odzyskaliśmy pełnię chęci do dalszej jazdy.

Przed nami Sępólno, oczywiście Krajeńskie. Po około 11 kilometrach, przez Małą Cerkwicę i Trzciany dojeżdżamy do Sępólna. Jednak grupa rządzi się swoimi prawami. Marzy nam się kawa. Waldek już z daleka wypatruje parasole nad jeziorem. Z rowerowych siodełek przyglądamy się miejscowemu rynkowi. Nietypowy, bo trójkątny. Przerwa i wymarzona kawa. Niektórzy nawet delektują się miejscowymi wyrobami cukierniczymi.

Wyskakujemy na drogę nr 241. Jednak niebawem, przed miejscowością Zboże, skręcamy na Wysoką, oczywiście Krajeńską. Biała, szutrowa droga. Opony robią się białe, więc rowery zyskują na urodzie, ktoś gubi rękawiczkę, ktoś ją znajduje. Dojeżdżamy do drogi Wielowicz - Więcbork, skręcamy w prawo i dojeżdżamy do Suchorączek. Rozglądamy się za zespołem dworsko pałacowym. Przejeżdżamy przez mały mostek, nieco w oddaleniu od zabudowań wsi znajduje się wypatrywana przez nas budowla. To pałac o cechach neoklasycznych. Przetrwał wojenną zawieruchę, a obecnie mieści się w nim Dom Pomocy Społecznej. Oglądamy park i pałac.

Teraz to już tylko prosta droga do Więcborka. Po kolacji podsumowanie dnia i jak zawsze wspominki. A jest co wspominać. Takich dwudniowych wycieczek, zwanych szumnie wyprawami, było już 15, łącznie z tą ostatnią. Są wśród nas weterani. Zbyszek i Edi byli na wszystkich dotychczasowych wyprawach, inni też nie wiele im ustępują. Toastów ci u nas dostatek, a Zbyszek ogłasza konkurs na najciekawszą anegdotę związaną z wyprawami. Nagrodę w postaci mapy Krajeńskiego PK odbiera Kasia. Recytacja ,,Trzech Budrysów" dedykowana Komendantowi była podziękowaniem za to wszystko, co mogliśmy doznać w ciągu tych dwóch dni i wieczorów.

Jak jest muzyka, to są i tańce. Okazuje się, że muzyka ma uzdrawiające moce i odzyskują moc w nogach ci, co ją stracili. Zabawa trwa. Pomińmy szczegóły, nie opisujmy wywijanych ,,bączków" na widok młodej dziewczyny, czy też schodzenia w tańcu do parteru.
To były udane dwa dni. Padło na forum wiele słów podziękowań, ze wszystkich stron, więc nie będę się powtarzał. Zobaczyliśmy to, co mogliśmy zobaczyć w takim krótkim czasie.

,,Brak monotonii, zaskakiwanie coraz to innymi obrazami, tak bardzo różnymi o różnych porach roku, a nawet jednego dnia" - to cytat z folderu. I tego doświadczyliśmy.

Relację przygotował Marek
Komendant 11 września 2011 69,206 16 komentarz

16 komentarz

Pozostaw komentarz

Zaloguj się, aby napisać komentarz.
  • Olek
    Olek
    Jako nowicjusz wyprawy jestem pełen podziwu dla Komendanta Zbyszka za tak profesjonalne przygotowanie rajdu jesiennego a dla Waldka za trzymanie palca wskazującego na mapie co dało to prawidłowy kierunek jazdy w terenie .Dzięki wszystkim koleżankom i kolegom że przyjeli nas nowicjuszy do swojego grona do zobaczenia na nowych trasachBrawo
    - 20 września 2011 12:37:18
    • Edi
      Edi
      -Życzenia dla Marka! (kopia z Shoutbox'u)
      -Marku! Z okazji Rocznicy Małż. składamy Wam Serdeczne Życzenia i podziękowanie, że byłeś w tym czasie z nami;
      http://youtu.be/bITwS4zgSB8 -Uczestnicy wycieczki rowerowej do K.P.K.
      Ps.
      Po przeczytaniu Twojej relacji jestem pełen podziwu dla Twojej fantastycznie, a zarazem prawdziwie opisywanej relacji z naszej wycieczki. Doceniam Twój profesjonalny kunszt literacki nie licząc "nerwówki" i wysiłku za nadrobione z tej okazji km. po szutrówce. -Tak trzymaj!
      - 20 września 2011 20:39:10
      • agawe
        agawe
        Marku, jakie "groźnie"? ;)
        Zresztą ważne, że poskutkowało Duży uśmiech
        Relacja bardzo ciekawa, fajnie napisana Brawo
        I czemu mnie to nie dziwi... Myśli
        - 22 września 2011 13:30:01
        • J
          Jano__007
          Marek, dwa sprostowania do opisu wyprawy. 1) Łańcuch podarowany Ediemu miał symbolizować jego wieloletnie przywiązanie do umiłowanego roweru. 2) Jabłka zbieraliśmy z trawy poza ogrodzeniem posesji i nawet do głowy nam nie przyszło rwać jabłka z cudzego drzewa.
          - 22 września 2011 16:54:33
          • Edi
            Edi
            Podarowany przez Janusza łańcuch miał inną "podziałkę" i nie pasował, ale był nie tylko symbolem, ale był zwiastunem, abym po powrocie z wycieczki dokładniej przyjrzeć nie tylko łańcuchowi, ale całemu układu napędowemu. Okazało się, że przybyło 3 mm na długości łańcucha. W/g Przewodnika Rowerowego POLSKA (str.20) "długość 10 ogniwek nowego łańcucha wynosi 127 mm. Gdy dochodzi do 128 mm, łańcuch należy wymienić na nowy.Jeżeli długość 10 ogniwek dochodzi do 129 mm, ....wówczas należy wymienić cały napęd czyli łańcuch i koła łańcuchowe." -Mustang" dostał wszystko + nową przerzutkę. -Mam nadzieję, ze jest zadowolony. Sprawdzimy w najbliższą Niedzielę na płytach betonowych.
            - 22 września 2011 19:17:35
            • K
              Kasia
              A oto foto relacja z Krajeńskiego Rajdu Rowerowego
              http://sites.goog...d-rowerowy
              My też tam jesteśmy Uśmiech
              - 28 września 2011 19:38:26
              Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na nasze ustawienia prywatności i rozumiesz, że używamy plików cookies. Niektóre pliki cookie mogły już zostać ustawione.
              Kliknij przycisk 'Zgadzam się', aby ukryć ten pasek. Jeśli będziesz nadal korzystać z witryny bez podjęcia żadnych działań, założymy, że i tak zgadzasz się z naszą polityką prywatności.Możesz przeczytać więcej o naszej polityce prywatności tutaj